Idealna spacerówka? Petite Cherie Avion Air.

11:54

Cześć.

Dziś przychodzę do Was z recenzją nieco nietypową, jak na starszą tematykę mojego bloga, ale z racji tego, że obiecałam lifestyle - to będziecie czytać o różnych rzeczach. Udajemy się zatem w klimaty rodzicielsko - dziecięce: zaszczycę Was dziś recenzją naprawdę cudownego wózka. Dlaczego jest cudowny? Co mnie w nim urzekło? Wszystko przeczytacie poniżej. 


Zacznijmy może od tego, że jestem dość wymagającym użytkownikiem (kierowcą?, hahaha) wózków. Przede wszystkim, totalnie nie akceptuję i nienawidzę piankowych kółek, co skreśla wiele pozycji na liście kultowych wózków. Uważam, że piankowe kółka są tępe, nietrwałe i ogólnie do niczego się nie nadają, a miałam w sumie 4 wózki na piankowych kółach (oraz 1 na kauczkowych i 5 na pompowanych), więc wydaje mi się, że mogę coś powiedzieć na ten temat. Oczywiście jest to moja osobista opinia i nikogo nie zmuszam do zgadzania się z nią, niemniej jednak piankowe kółka stanowią dla mnie problem i zniechęcają do zakupu nawet najfajniejszego wózka.

Gdy w tamtym roku szukałam spacerowki idealnej dla mojej wtedy rocznej córki, nie mogłam trafić w Polsce na produkt, który będzie kompromisem, czyli będzie lekki, zgrabny, ładny, kompaktowy, a przy tym będzie miał pompowane lub gumowe/żelowe koła (takie z kolei mam w rowerku Kinderkraft, ale to już inna kategoria produktu, o którym być może kiedyś napiszę). Miałam do wyboru albo wózki z pompowanymi kołami, ale ciężkie i duże po złożeniu, albo małe, kompaktowe wózeczki z kółkami z tworzywa a'la pianka. Tym samym doszło do tego, że oczywiście miałam dwa wózki - dużą spacerówkę Camarelo Eos oraz mały, przenośny Quinny Yezz. Ani jeden, ani drugi wózek idealny nie był - Camarelo to wielki kloc, który przez prawie rok użytkowania miał 4 usterki opon, wiecznie zacinający się mechanizm rozkładania oparcia oraz zepsuty zamek w daszku, z kolei Quinny jest lekki, zwrotny, ma kauczkowe kółeczka (faaaaajne!, ale z trudnymi powierzchniami radzą sobie podobnie, jak piankowe), za to nie ma oparcia rozkładanego do spania, brakuje w nim koszyczka na rzeczy i ma malutki daszek. Nie znalazłam wtedy na polskim rynku pozycji, która by spełniała wszystkie moje wymogi dotyczące wózka, niestety. Miałam więc dwa powyższe i zapomniałam o jakichkolwiek poszukiwaniach czegoś nowego, wszakże dziecko wiecznie nie będzie jeździć w wózku. 

Aż tu nagle, stosunkowo niedawno, stałam się właścicielką czegoś, co spełnia wszystkie moje wymogi w kwestii idealnej spacerówki. A najlepsze jest to, że to cudo wpadło w moje ręce zupełnie przypadkiem. 


Mowa o Petite Cherie Avion Air w kolorze Agate Melange (klik!). Jest to marka zupełnie nieznana w Polsce, popularna za to w Skandynawii. W Niemczech także można zakupić produkty tej firmy. Są piękne i przystępne cenowo, o czym możecie przekonać się w powyższym linku. 


Moja wisienka to kolor Agate Melange, jak już wyżej wspomniałam (do wyboru są jeszcze dwa - czarny i szary). Agate Melange to kolor zagadkowy, na zdjęciach producenta prezentuje się inaczej, niż na żywo - wydaje się być jaśniutkim szarym, prawie że białym, w rzeczywistości jest to kolor, który ja nazywam lnianym. Coś pomiędzy szarym, a beżem, trochę jak jasny piasek. Jest to kolor bardzo piękny, uniwersalny, dodający wózkowi klasy i lekkości. W tej kwestii jestem na tak! 


Samo poszycie wózka jest bardzo fajnej jakości, lekkie, przewiewne. Myślę, że będzie to bardzo fajna opcja na lato, bo materiał jest przyjemnie tkany, przypomina mi właśnie produkty lniane (musze się zwrócić do metki, aby zobaczyć, z czego wykonana jest ta tapicerka). 


Petite Cherie jest wózkiem bardzo lekkim - waży jedynie 7kg, co czyni go łatwym do noszenia, dodatkowo jest wyposażony w pasek, który można sobie zarzucić na ramię i dzięki temu nieść wózek jak torbę. Nie jest to może jakieś wybitnie komfortowe rozwiązanie, ale żeby znieść wózek po schodach czy wnieść go z powrotem, w zupełności wystarcza. 


Avion Air składa się w nieduży, dość płaski pakunek. Na zdjęciu powyżej w bagażniku Nissana Qashqaia J11 w towarzystwie mnóstwa zakupów - jak widać, sam wózek nie zajmuje dużo miejsca. Mniej więcej tyle samo, co zgrzewka mleka i żel do prania. ;) Samo składanie go nie stanowi zadnego problemu - wystarczy wcisnąc przyciski pod rączką i złożyć kierownicę do dołu, a reszta stelaża sama się dzięki temu odblokowuje. Wózek po złożeniu sam spina się klipsem i nie ma ryzyka, że się otworzy podczas przenoszenia go z punktu A do punktu B. 


Oparcie wózka rozkłada się prawie na płasko, więc maluch może spokojnie się w nim zdrzemnąć. Tej opcji nie miałam jeszcze okazji testować w Wisience, bo moje dziecię w wózku raczej nie sypia, ale wolę jednak mieć możliwość skorzystania z rozłożonego oparcia, więc definitywnie jest to przydatna opcja. Dodatkowo sprawia to, ze można w tym wózku wozić młodsze dzieci, które potrzebują więcej i częściej korzystać z możliwości spania.


Daszek wózka, choć z początku wydawał mi się dziwny i śmieszny, okazał się fantastycznie przemyślany, bo jest mały, zgrabny, ale zrobiony w taki sposób, że nie ogranicza dziecku pola widzenia, a jednocześnie doskonale zasłania słońce. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo szczerze mówiąc byłam pewna, że nie będzie się on sprawdzał zbyt dobrze podczas słonecznych dni, a jest wręcz przeciwnie, w końcu moje dziecko nie bulwersuje się, że słońce świeci jej po oczach. 


W daszku wózka znajduje się dość klasyczne rozwiazanie, czyli okienko. Jest ono zrobione z grubej folii, a zasłonka zapinana jest na rzep. 


Na dodatkowe słowo zasługują także detale wózka - piękny, czarny stelaż oraz wykończenia z brązowej skóry, dzięki czemu rączka i pałąk są bardzo miękkie, przyjemne w dotyku, a sam wózek prezentuje się po prostu przepięknie w całości. Ten kolor, ta tapicerka, te detale - miód dla moich oczu! Na zdjęciach widzicie także torbę, nie wystepuje ona w zestawie z wózkiem rzecz jasna, jest to oddzielny produkt, ale także firmy Petite Cherie (klik!). Torba musiała przejść delikatny lifting, aby pasować do wózka kolorystycznie, bo była zbyt szara do niego i moje wrazliwe na detale oko nie mogło znieść tej różnicy kolorystycznej, ale po lekkim farbowaniu stała się idealnym uzupełnieniem naszego gustownego wehikułu. ;) 


I teraz hit,czyli koła. Ten wózek ma pompowane koła! Może trudno to zauważyć na powyższych zdjęciach, bo są to nieduże koła (na zdjęciu wyżej w porównaniu do mojego buta w rozmiarze 37/38), ale uwierzcie mi, to prawdziwe, pompowane kółeczka, które robią mega robotę, jeśli chodzi o przemierzanie trudnych terenów. Jadą po trawie, po kamieniach, po chodniku, po błocie, po sklepie, po wszystkim!, bez najmniejszego zająknięcia wjeżdżają na niskie krawężniki, jednocześnie amortyzując wszelkie nierówności. Dzięki nim, Wisienka jedzie jak masełko. Dla mnie jest to piękne zjawisko, bo nareszcie mam wózek, który jest lekki, zgrabny, mały, a jednocześnie ma pompowane koła. Ideał! No prawie, bo bez minusów się nie obyło, ale o tym niżej.


Na koniec została mi jeszcze kwestia pakowności wózka. Wózek ma koszyczek pod spodem, jak większość modeli na rynku i z pozoru wydaje się ten koszyczek malutki, jednak w rzeczywistości można tam spokojnie upchnąć dwie reklamówki zakupów. Na zdjęciu powyżej wózek zapakowany z każdej strony, bo przecież trzeba go sprawdzić pod każdym kątem. ;) 

Z oczywistych rzeczy nie wymieniłam jeszcze regulowanego podnóżka (choć u nas jest zawsze opuszczony), skrętnych kółek z przodu, 5pkt pasów bezpieczeństwa i hamulca między kołami z tyłu, ale to chyba stałe elementy mniej więcej każdego wózka. 


Cały powyższy tekst mówi o zaletach wózka, więc na koniec odrobinę ponarzekam. Po pierwsze, wózka tego nie kupicie w Polsce, co dla wielu osób będzie zapewne smutne. Możecie go kupić jedynie przez kogoś, kto mieszka w Niemczech lub krajach skandynawskich. Buuuu, wiem! Też byłabym niezadowolona w sytuacji, gdybym szukała takiego produktu i wiedziała, że jest on w kraju obok, a w moim nie. Drugi minus, to wysokość siedziska, które dla mojej duuuuużej dwulatki (95cm i 15kg) jest stosunkowo niskie - kończy się mniej więcej w momencie, gdzie zaczyna się jej głowa. Jest jednak na to sposób - wystarczy włożyć poduszkę lub cokolwiek tego typu w miejsce, w którym oparcie łączy się z poszyciem zasłaniającym je podczas pozycji leżacej. Problem jest zatem mały, bo łatwo go obejść i wcale jakoś specjalnie mi nie przeszkadza. Zresztą, moje dwuletnie dziecię jeździ w tym wózku cały czas na siedząco, w sensie takim, że mimo wszystko mało opiera się o oparcie, bo wszystko chce widzieć i komentować. Przy mniejszym dziecku, które potrzebuje wiecej wsparcia dla ciałka i więcej snu - problemu nie ma, bo im dziecko mniejsze, tym siedzisko będzie dla niego większe. Nie mówiąc już o tym, że moja młodsza córka jest... duża. Po prostu.

Więcej minusów nie widzę, z ręką na sercu!  


Podsumowując... W końcu mam zgrabną, piękną spacerówkę, która niedużo waży, składa się w mały pakunek, a przy tym ma pompowane koła. Idealnie! 

A Wy, jaki macie ideał wózkowy? Albo o jakim wózku marzycie? 



You Might Also Like

0 komentarze