Moje kosmetyczne hity 2012 - 2019

10:39



Dziś niedziela - a więc definitywny czas na nowego posta! 

Postanowiłam napisać Wam o moich kosmetycznych hitach wszechczasów - takich, do których wracam regularnie od lat. Niektóre z nich towarzyszą mi już od 2012. roku, tak więc naprawdę bardzo długo. Dlaczego te kosmetyki mnie urzekły? Co jest w nich takiego wspaniałego? Wszystkiego dowiecie się poniżej.


Ałun - tu na zdjęciu akurat firmy Balea, ale firma nie ma tu żadnego znaczenia. Ałun to ałun, obojętnie jakiej produkcji, działa tak samo. Miałam w swoim życiu już kilka kryształów, często kupuję mniejsze, żeby można było je ze sobą gdzieś zabrać, a przy dużych zawsze występuje ryzyko wykruszenia się kamienia, co zdarzyło mi się już dwa razy. No ale to jedyny minus, a plusy... Tych jest mnóstwo! Ałun działa na mnie naprawdę wspaniale, dając mi wielogodzinną ochronę przed brzydkim zapachem - czy lato, czy zima, czy spacer, czy hala spawalnicza, ałun zawsze działa. Dodatkowo, pomaga na podrażnienia po goleniu, jest antybakteryjny i banalnie prosty w obsłudze. Dla mnie - rewelacja. Jeśli chcecie poczytać o nim nieco więcej - recenzja.


Revlon Colorstay - podkład legenda. Dla niektórych ciężki i bezużyteczny, dla mnie rewelacyjny. Ciężki? Serio? Wcale nie! Może kiedyś mógl za taki uchodzić, ale przy obecnych trendach makijażowych jest to zupełnie średni pod względem cięzkości produkt. Kryje elegancko, ale nie jest to sto procent krycia, aczkolwiek można je budować. Obecnie używam wersji dla cery tłustej i mieszanej w odcieniu Buff, a kiedyś, gdy moja skóra wyglądała inaczej, używalam wersji dla skóry suchej w kolorze 110 Ivory. Moja skóra uwielbia ten podkład. Używam go codziennie do pracy, w celach kryjąco - ochronnych i uwierzcie mi, że czesto wracam do domu z nienaruszonym podkładem (na twarz nakładam tylko podkład i puder, nic więcej). Poza pracą jest to też mój ulubiony podkład, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy lubię otulić moją cerę ochronną warstwą. Kolor 150 Buff jest wspaniały - jasny, lekko oliwkowy, uwielbiam go! Nie zanotowałam żadnego zapychania ani jakiegokolwiek innego, złego wpływu. Będzie mi towarzyszył już zawsze, bo zawsze do  niego wracam. Daaaawno temu pisałam jego recenzję, którą znajdziecie tutaj.


Lacoste Pour Femme - zapach klasyka! Pierwszą styczność z nim miałam już w 2007 roku, ale wtedy mnie tak nie uwiódł - trudno się dziwić, bo miałam w tamtym momencie całe 14 lat, haha! Jednak w 2015 roku wróciłam do niego i od tamtej pory, regularnie mi towarzyszy, będąc moim ulubionym zapachem, pasującym do każdej okazji i do każdej pory roku. Próbowałam także innych wersji tej konkretnej woni, ale jednak klasyczna Pour Femme to dla mnie ideał.


Avon, liner Super Extend - jeśli szukacie świetnego i bardzo wydajnego linera, to jest to idealna opcja dla Was. Ten liner można używać, używać i używać, nie zasycha, nie kończy się szybko, jest trwały, ma precyzyjną koncówkę - rewelacja. Miałam go w trzech kolorach - bakłażan, czarny i turkus. Ten ostatni nie podbił mojego serca, ale pozostałe dwa towarzyszą mi od kilku lat, kupuję ciągle kolejne i kolejne. Niestety, pod tą nazwą nie jest już dostępny w Avonie, obecnie jest to Super Definition i już w grudniu sprawdzę, czy jest to nadal ten sam produkt. Recenzja tutaj.


Catrice Camouflage Cream - najlepszy i jeden z najtańszych kamuflaży, dostępny zawsze i w każdej drogerii, która ma w swojej ofercie produkty Catrice. Trwały, mega kryjący, występujący w wielu kolorach, do każdej karnacji. Nic dodać, nic ująć - jak widać po słoiczku na powyższym zdjęciu, moje aktualne opakowanie jest już mega wymęczone, więc niedługo nadejdzie czas na kolejne (już któreś z kolei, czwarte? chyba). 


Maybelline Lash Sensational - lubię maskary Maybelline, a ta to zdecydowanie największa petarda w ich ofercie. Towarzyszy mi już kilka lat, regularnie powracając do mojej kosmetyczki. Czarna, pięknie układająca się na rzęsach, trwała, ale jednocześnie nie sprawiająca problemów podczas zmywania, co robi na przykład Rocket Volume (też ją bardzo lubię) - i nie mówię tutaj oczywiście o wersjach wodoodpornych, bo takich maskar nie lubię i nie używam. Lash Sensational to nie tylko mój hit, bo swojego czasu cieszyła się ogromnym powodzeniem w blogosferze i naprawdę zasługuje na miano kosmetyku wszechczasów.


Nivea Protect & Care, wersja klasyczna - najlepszy antyperspirant ze zminimalizowaną ilością chemii, jakiego używałam, a używałam wielu - wszystkich od Rexony, wielu od Dove... Żaden nie jest tak skuteczny i tak delikatny, jak ten od Nivea. Dodatkowo pachnie kremem Nivea! (ŁUKAAAAAAASZ!) Towarzyszy mi już od dawien dawna, wcześniej występował w innym opakowaniu - takim prostym i niższym, jednak na szczęście po zmianie szaty graficznej zawartość pozostała zupełnie ta sama. Uwielbiam i kupuję regularnie!

A jakie są Wasze kosmetyczne hity wszechczasów? <3 

You Might Also Like

0 komentarze